niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 1

Oczami Katherinne
- Naprawdę nie sądzę, że będe się tam dobrze czuła, ale i tak.. Będę dzwonić codziennie, obiecuje - powiedziałam do Claire i ją przytuliłam. Ochrona mojego brata czekała już na mnie przed domem. Pocałowałam Claire ostatni raz i wsiadłam do auta. Jechaliśmy na lotnisko. Leciałam do Anglii do mojego brata, Ben'a. Jeśli chcesz znać prawdę, to nie podoba mi się pomysł o przeprowadzce do Anglii, ale mój starszy brat tak zadecydował… Nikt nigdy nie pyta mnie o zdanie. Po śmierci moich rodziców, Ben zdecydował, że będzie lepiej jeśli będę mieszkać w Chicago z ciocią. TO było dla mnie naprawdę ciężkie, zmiana szkoły, przyjaciół i wszystkiego, ale potem przyzwycziłam się do tego… ale teraz zrobił to samo. Nienawidzę faktu, że on może robić co chce. To takie denerwujące. Nie mogę sobie wyobrazić mojego życia z Benem. On jest szalony, Bóg wie co on chce robić w najbliższym czasie.
Po 6 godzinach byłam już w moim nowym domy w Londynie. Dom był jak pałac. Nie wiedziałam co mój brat zrobił, że był tak bogaty. Wszystko wyglądało na cenne. Było około 10 pracowników na pierwszym piętrze.
- Gdzie jest mój brat? – zapytałam
- Pan Marshall ma dziś jedno z najważniejszych spotkań.
-Oh, okej – uśmiechęłam się i poszłam na drugie piętro. Mój pokój był większy niż sobie wyobrażałam. Miał własnyą łazienkę, garderobę (pełną nowych ciuchów) i balkon z niesamowitym widokiem. Dobra robota Ben… ale tęskniłam za nim, niebogatym. Położyłam torebkę na różowej kanapie i stanęłam przed ogromnym lustrem. Wyglądałam marnie w tym pokoju. Wszystko tutaj było dla mnie niczym… ponieważ wiedziałam, że tutaj już nie będę mieć wolności. Ben nie pozwoli mi nigdzie iść. On jest prawdziwym szaleńcem.
Następnego poranka, obudziłam się o 8:30, wzięłam prysznic i poszłam na pierwsze piętro.
- Dzień dobry pani Marshall. Twój brat czeka na Ciebie w jadalni – powiedział służący  z dużym nosem i sztucznym uśmiechem i pokazał mi jadalnię. Ben siedział na środku długiego stołu.
- Jesteś – moje oczy się rozjaśniły. Pobiegłam w jego kierunku i przytuliłam go mocno. – Bardzo za Tobą tęskniłem! – Nie mogłam przestać. Nie widziałam go przez tak długi czas!
- Urosłaś – uśmiechnął się.
- Tak, teraz jestem dużą dziewczynką – zaśmiałam się.
- Naprawdę? – zapytał z ironicznym uśmiechem na twarzy.
Zaśmiałam się i szturchnęłam go, potem usiadłam naprzeciwko niego. Nawet śniadanie było cenne /?/.
- Nie wiem jak to zrobiłeś… - Ben nie pozwolił mi skończyć zdania.
- Tak wiele samochodów, tak? – zaśmiał się.
- samochodów? – uśmiechnęłam się niezgrabnie.
- Pokażę ci je wieczorem, teraz muszę iść, mam ważne spotkania – uśmiechnął się.
- Naprawdę? Ty? – zaśmiałam się – żartujesz?
Ben uśmiechnął się figlarnie.
- Cokolwiek chcesz, tylko nie wychodź bez ochrony, okej?
- Okej, Ben – odpowiedziałam znudzonym głosem.

- Oh i tak, też za Tobą tęskniłem, Kathy – krzyknął z hollu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to co? Pierwszy rozdział za nami... Następny rozdział przetłumaczę jutro lub dziś jak mi się będzie chciało. 
~nessa ♥ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz